Wstałam koło 6. Ubrałam się i ogarnęłam swoja szajbę. Mama czekała
już ze śniadaniem.
-Cześć kochanie!-Przywitała się widząc, że schodzę po schodach.
-Cześć mamuś.-Usiadłam przy blacie.
-Wyspałaś się?-Spytała odgarniając blond włosy z czoła.
-Generalnie to tak.-Sięgnęłam po gruszkę.
-Rózia zjedz najpierw kanapki.
-Ale gruszka ma dużo mniej kalorii!-Zaprotestowałam.Miałam ostatnio obsesje na ich punkcie.-
Rózia co Ty wygadujesz! Czy Ty już doszczętnie zdurniałaś z tym liczeniem kalorii-Fuknęła na mnie.
-Dobra nie chce mi się już z Tobą kłócić. Gdzie jest Jay i tata?-Spytałam biorąc łyka kawy.
-Jason pomaga Patrickowi z końmi a tata ma trening z Gienkiem.-Mama spojrzała na mnie.
-A Ty będziesz dzisiaj jeździć?-Spytałam.
-Chciałam wziąć Ciarę na przejażdżkę za 20 minut. A czemu pytasz?
-Tak jakoś.A mogę jechać z Tobą?-W końcu wzięłam gryz kanapki.
-Pewnie, że możesz.-Mama uśmiechnęła się pogodnie.
-To idę już po Avatar'a!-Wstałam szybko.
-A nie możesz pojechać na Lady?
-Ale dlaczego? Przecież to koń Jay'a!
-Ale Jason ma dzisiaj dużo pracy. Potem sobie poskaczesz.
-No dobra. A nie wiesz czy już ją wyprowadzili?
-Chyba nie. Dobra zmykaj już!-Rzuciła mi jabłko.Wyszłam z domu i poszłam do stajni. Wzięłam sprzęt Lady z siodlarni i pomaszerowałam do jej boksu. Klacz wyjrzała z boksu i zarżała cicho.
-Cześć Lady.-Powiesiłam sprzęt na pałąk i weszłam do boksu z szczotkami.
Wyczyściłam i osiodłałam siwą. Mama czekała już przed stajnią więc założyłam toczek i wyprowadziłam klacz. Wskoczyłam szybko w siodło i popędziłam Lady. Oczywiście od razu ruszyła ochoczo do przodu. Wyjechałyśmy na ścieżkę i ruszyłyśmy kłusem.
***
Gdy wyjechałyśmy z lasu zobaczyłam samochód. Spojrzałam pytająco na mamę.
-Zapomniałam Ci powiedzieć. Dzisiaj przyjeżdża nowy chłopak.-Uśmiechnęła się i przytrzymała Ciarę która rwała do przodu.
-To fajnie A ile ma lat? Ma własnego konia?.-Uśmiechnęłam się.
-Sama się dowiedz. A teraz weź proszę Ciarę i ją rozsiodłaj.-Zsiadła z konia i podała mi wodze.
Podjechałam pod stajnie i poprosiłam Josie by przytrzymała Lady. Rozsiodłałam krnąbrną Ciarę i odebrałam od Josie wodzę Lady. Weszłam do stajni i zobaczyłam wysokiego chłopaka rozmawiającego z moim tatą. Z boksu za nimi wystawiła głowę Danearys. "Skąd ona się wzięła w prywatnej stajni?"-Pomyślałam. Uśmiechnęłam się i podeszłam do nich. Tata przedstawił mnie nowemu.
-To jest moja córka Rosalie.
-Cześć, jestem Jaeson.-Przywitał się uśmiechając się.
-Cześć.-Odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
Rozsiodłałam Lady i odniosłam jej sprzęt. Usiadłam na szafce gdy wszedł Jaeson.<Jaeson?>
-Cześć kochanie!-Przywitała się widząc, że schodzę po schodach.
-Cześć mamuś.-Usiadłam przy blacie.
-Wyspałaś się?-Spytała odgarniając blond włosy z czoła.
-Generalnie to tak.-Sięgnęłam po gruszkę.
-Rózia zjedz najpierw kanapki.
-Ale gruszka ma dużo mniej kalorii!-Zaprotestowałam.Miałam ostatnio obsesje na ich punkcie.-
Rózia co Ty wygadujesz! Czy Ty już doszczętnie zdurniałaś z tym liczeniem kalorii-Fuknęła na mnie.
-Dobra nie chce mi się już z Tobą kłócić. Gdzie jest Jay i tata?-Spytałam biorąc łyka kawy.
-Jason pomaga Patrickowi z końmi a tata ma trening z Gienkiem.-Mama spojrzała na mnie.
-A Ty będziesz dzisiaj jeździć?-Spytałam.
-Chciałam wziąć Ciarę na przejażdżkę za 20 minut. A czemu pytasz?
-Tak jakoś.A mogę jechać z Tobą?-W końcu wzięłam gryz kanapki.
-Pewnie, że możesz.-Mama uśmiechnęła się pogodnie.
-To idę już po Avatar'a!-Wstałam szybko.
-A nie możesz pojechać na Lady?
-Ale dlaczego? Przecież to koń Jay'a!
-Ale Jason ma dzisiaj dużo pracy. Potem sobie poskaczesz.
-No dobra. A nie wiesz czy już ją wyprowadzili?
-Chyba nie. Dobra zmykaj już!-Rzuciła mi jabłko.Wyszłam z domu i poszłam do stajni. Wzięłam sprzęt Lady z siodlarni i pomaszerowałam do jej boksu. Klacz wyjrzała z boksu i zarżała cicho.
-Cześć Lady.-Powiesiłam sprzęt na pałąk i weszłam do boksu z szczotkami.
Wyczyściłam i osiodłałam siwą. Mama czekała już przed stajnią więc założyłam toczek i wyprowadziłam klacz. Wskoczyłam szybko w siodło i popędziłam Lady. Oczywiście od razu ruszyła ochoczo do przodu. Wyjechałyśmy na ścieżkę i ruszyłyśmy kłusem.
***
Gdy wyjechałyśmy z lasu zobaczyłam samochód. Spojrzałam pytająco na mamę.
-Zapomniałam Ci powiedzieć. Dzisiaj przyjeżdża nowy chłopak.-Uśmiechnęła się i przytrzymała Ciarę która rwała do przodu.
-To fajnie A ile ma lat? Ma własnego konia?.-Uśmiechnęłam się.
-Sama się dowiedz. A teraz weź proszę Ciarę i ją rozsiodłaj.-Zsiadła z konia i podała mi wodze.
Podjechałam pod stajnie i poprosiłam Josie by przytrzymała Lady. Rozsiodłałam krnąbrną Ciarę i odebrałam od Josie wodzę Lady. Weszłam do stajni i zobaczyłam wysokiego chłopaka rozmawiającego z moim tatą. Z boksu za nimi wystawiła głowę Danearys. "Skąd ona się wzięła w prywatnej stajni?"-Pomyślałam. Uśmiechnęłam się i podeszłam do nich. Tata przedstawił mnie nowemu.
-To jest moja córka Rosalie.
-Cześć, jestem Jaeson.-Przywitał się uśmiechając się.
-Cześć.-Odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
Rozsiodłałam Lady i odniosłam jej sprzęt. Usiadłam na szafce gdy wszedł Jaeson.<Jaeson?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz