- Miło z Twojej strony. - uśmiechnęłam się nieśmiało. Snow zrobiła kilka kroków i trąciła pyskiem karą klacz, na której siedział nowo poznany chłopak. Koń prychnął i zarzucił łbem.
- Spokojnie, spokojnie...- wyszeptał Dominic głaskając karą szyję klaczy. Snow wycofała się zdziwiona i pogrzebała kopytem w ziemi.
- Dobrze, ja już będę jechać. Konie się niecierpliwią. - powiedziałam.
- Mhm, w porządku. Do później. - rzucił chłopak i pośpieszył wierzchowca. Stałam jeszcze chwilkę patrząc się za odjeżdżającym jeźdźcem, aż w końcu Snow trąciła pyskiem moją nogę. Działo się to tylko w momentach, w których już naprawdę nie mogła wytrzymać w jednym miejscu. Poklepałam ją po szyi i wbiłam łydki w jej boki. Koń zareagował od razu rzucając się do przodu. Na jakiś czas zapomniałam o wszystkim oddając się wspaniałemu cwałowi po leśnej ścieżce. Wiatr targał końską grzywą. W oddali widać było powalone drzewo. Pochyliłam się w siodle i pozwoliłam wierzchowcowi na podjęcie decyzji. Klacz zastrzygła uszami i nakierowała się na środek pnia. Przeleciałyśmy nad przeszkodą nawet tego nie czując. Szczęśliwa przytuliłam się do szyi Snow i zawróciłam ją tym razem obchodząc kłodę. Na dzisiaj wystarczy. Spokojnym kłusem wróciłyśmy do stadniny. Będąc już na miejscu zsunęłam się z grzbietu i zaprowadziłam konia do stajni. Przechodząc obok jednego z boksów zauważyłam w nim Dominic'a z jego klaczą.
- Witaj ponownie...- zaśmiałam się cicho i pociągnęłam za wodze Snow, która została w tyle i zajęła się leżącą nieopodal kępką siana.
<Dominic?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz