sobota, 9 stycznia 2016

Od Rosalie c.d. Amy

Zaprowadziłam Amy do jej domku. Dziewczyna wyglądała na zachwyconą.
-I jak Ci się podoba?-Uśmiechnęłam się do dziewczyny.
-Jest fantastycznie!
-Cieszę się, że Ci się podoba. Tutaj masz klucze do domku.- Wręczyłam Amy klucze.
-Dzięki.
-Zostawię Cię byś rozpakowała swoje rzeczy. Jakbyś czegoś potrzebowała będę w stajni.
-Okey. Później do Ciebie dołączę!
Wyszłam z domku i skierowałam się do stajni. Otworzyłam drzwi i prawie wpadłam na Jasona,
-Ej!- Krzyknął chłopak.
-No sorry nie widziałam Cię!
-Widziałaś gdzieś mamę?
-Tak była w biurze. Robiła porządki w papierach.
-Uuu to prędko z tamtąd  nie wyjdzie!- Zaśmiał się.
-Nie liczyła bym na to.- Również się zaśmiałam.
-A tak przy okazji to co to za klacz stojąca obok Thoswina?
-To Lilly. Koń nowej dziewczyny.
-Przyjechała nowa dziewczyna?
-Tak właśnie zaprowadziłam ją do domku.
-Okey. Dobra lecę do mamy. Przyda się jej pomoc. Do zobaczenia!- Jason rzucił na odchodne.
-Cześć!
Weszłam do stajni i skierowałam swoje kroki do siodlarni. Chciałam popracować trochę z Avatarem. Wzięłam jego sprzęt i zaniosłam to do boksu. Wyczyściłam go szybko i osiodłałam. Założyłam toczek i wyprowadziłam go ze stajni. Wskoczyłam na jego grzbiet i popędziłam go lekko. Szedł ochoczo. Wjechałam na padok i zaczęłam rozgrzewkę. Jeździłam kółka i ósemki. Po ok. 20 minutach zebrałam go i popędziłam do galopu. Doskonale reagował na polecenia. Jazda na nim była prawdziwą przyjemnością. Zwolniłam do stępa i zobaczyłam, że przy płocie stoi Amy.
<Amy?>

Od Katherine

Po obudzeniu się poszłam do łazienki i wykonałam tam poranne czynności. Po czym wyszłam, spakowałam szczoteczkę do zębów do kosmetyczki. Wszystkie rzeczy miałam już spakowane i przygotowane do wyjazdu. Ubrałam pośpiesznie rurki i białą, luźną koszulkę, a na to ciepłą kurtkę. Chwilę później byłam już u Magi. Klacz zarżała do mnie na powitanie. Pogłaskałam ją po grzbiecie i wzięłam się za szczotkowanie jej grzywy. Już dziś miałyśmy jechać do Stable Under Angels. Po jakimś czasie klacz była już czysta, jej grzywa porządnie wyczesana, a kopyta aż błyszczały od lakieru. Pan Wang czekał już na mnie i Magi, miał nas zawieść na stadninę...nałożyłam więc Magi uzdę i czaprak, po czym wyszłam z nią na dwór i wprowadziłam Magi do przyczepy. Pan Wang, pomógł mi schować do auta walizki, które już wcześniej przyniosłam. Po spakowaniu wszystkich rzeczy, pożegnałam się z mamą, wsiadłam do auta i pojechaliśmy. Cała podróż trwała może z pięć godzin. Mieliśmy w tym parę przerw, aby Magi trochę pobiegała, czy też zjadła.
Po dojechaniu na miejsce, rozpakowaniu się, zakwaterowaniu się i pożegnaniu się z Panem Wang, Zaprowadziłam Magi do stajni, po czym odnalazłam "domek", w którym miałam mieszkać przez najbliższy czas. Wzięłam się za rozpakowywanie walizek. Wieczorem poszłam do stajni zobaczyć jak się ma moja przyjaciółka. Jak zwykle zarżała na powitanie. Weszłam do boksu, w którym się znajdowała. Nagle usłyszałam, że ktoś jeszcze wszedł do stajni.
<ktoś?>

Od Amy do Jasona

- Lili, tylko jeden skok. - powiedziałam do mojej klaczki. - I... Hop!
Dalam jej jabłko i poszłam do stajni. Wyczyściłam Lili i zaniosłam jej osprzęt do siodlarni.
Gdy wyszłam ze stajni spotkałam Rosalie.
- Cześć. - powiedziała
- Hej. - odparłam
- Muszę lecieć- powiedziała Rosalie.
***
Gdy weszłam do stajni usłyszałam kroki.
Ujrzałam chłopaka
- Siemka, jestem Jason a ty? - zapytał
- Amy White. - powiedziałam
<Jason?>

środa, 6 stycznia 2016

Witajcie kochani! 
Chciała bym bardzo przeprosić Was za tak długą nieobecność i brak wpisów. Wynikało to z problemów technicznych (dokładniej zalaniem komputera ;D). Obiecuję, że teraz wpisy pojawiać będą się regularnie i przynajmniej dwa razy w tygodniu. Jeśli zdarzy mi się chwilowa nieobecność to przepraszam. Mam bardzo dużo pracy i obowiązków, które wynikają z rozszerzonymi przedmiotami, pracą z moim koniem i przygotowaniami do zawodów. Mam nadzieję, że dalej będziecie chętnie odwiedzać mój blog! Dziękuje Wam, że jesteście!
La dolce vita