Odmachałam dziewczynie. Prowadziłam akurat Bolera. Źrebak ciągnął do przodu i z trudem go utrzymałam. Olaya podbiegła do mnie i do źrebaka. Bolero odskoczył przestraszony i próbował się wyrwać.
-Jeny Bolero ogarnij się!- Złapałam koniec uwiązu mocniej.-Cześć Olaya, i jak podoba Ci się domek?
-Hej, jest spoko.-Uśmiechnęła się.
-Idziesz ze mną do stajni odprowadzić tego przystojniaka?- Poklepałam ogierka po szyi.
-Jasne czemu nie.-Uśmiechnęła się.
Szłyśmy stajennym korytarzem. Konie zaciekawione wychylały głowy boksów. Bolero podchodził do każdego i trącał go pyskiem. Lady wychyliła głowę ze swojego boksu i zarżała głośno. Bolero odpowiedział tym samym. Odpięłam uwiąz i wprowadziłam źrebaka do boksu obok.
-Nakarmisz ze mną konie?
<Olaya?>
sobota, 28 listopada 2015
Od Katherine
Po obudzeniu się poszłam do łazienki i wykonałam tam poranne czynności. Po czym wyszłam, spakowałam szczoteczkę do zębów do kosmetyczki. Wszystkie rzeczy miałam już spakowane i przygotowane do wyjazdu. Ubrałam pośpiesznie rurki i białą, luźną koszulkę, a na to ciepłą kurtkę. Chwilę później byłam już u Magi. Klacz zarżała do mnie na powitanie. Pogłaskałam ją po grzbiecie i wzięłam się za szczotkowanie jej grzywy. Już dziś miałyśmy jechać do Stable Under Angels. Po jakimś czasie klacz była już czysta, jej grzywa porządnie wyczesana, a kopyta aż błyszczały od lakieru. Pan Wang czekał już na mnie i Magi, miał nas zawieść na stadninę...nałożyłam więc Magi uzdę i czaprak, po czym wyszłam z nią na dwór i wprowadziłam Magi do przyczepy. Pan Wang, pomógł mi schować do auta walizki, które już wcześniej przyniosłam. Po spakowaniu wszystkich rzeczy, pożegnałam się z mamą, wsiadłam do auta i pojechaliśmy. Cała podróż trwała może z pięć godzin. Mieliśmy w tym parę przerw, aby Magi trochę pobiegała, czy też zjadła.
Po dojechaniu na miejsce, rozpakowaniu się, zakwaterowaniu się i pożegnaniu się z Panem Wang, Zaprowadziłam Magi do stajni, po czym odnalazłam "domek", w którym miałam mieszkać przez najbliższy czas. Wzięłam się za rozpakowywanie walizek. Wieczorem poszłam do stajni zobaczyć jak się ma moja przyjaciółka. Jak zwykle zarżała na powitanie. Weszłam do boksu, w którym się znajdowała. Nagle usłyszałam, że ktoś jeszcze wszedł do stajni.
<ktoś?>
Po dojechaniu na miejsce, rozpakowaniu się, zakwaterowaniu się i pożegnaniu się z Panem Wang, Zaprowadziłam Magi do stajni, po czym odnalazłam "domek", w którym miałam mieszkać przez najbliższy czas. Wzięłam się za rozpakowywanie walizek. Wieczorem poszłam do stajni zobaczyć jak się ma moja przyjaciółka. Jak zwykle zarżała na powitanie. Weszłam do boksu, w którym się znajdowała. Nagle usłyszałam, że ktoś jeszcze wszedł do stajni.
<ktoś?>
Od Amy Do Rosalie
-Amy, Amy!- obudziła mnie moja mama- Już 6. Musisz jeszcze wyczyścić Lili.
- Już wstaje.- powiedziałam. Dziś już ten dzień. Dzień, w którym zmieni się moje za życie. Nareszcie znajdę przyjaciół! Wstałam, ubrałam się, sprawdziłam czy wszystko mam (8 raz...) i zeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapkę, założyłam buty i w biegu poszłam do stajni.
- Cześć koniku. - powiedziałam i pogłaskałam ją po pysku. Była lśniąca . Wczoraj po jeździe wyczyściłam ją do błysku. Wziełam się za szczotki i kopystkę. Gdy skończyłam, pozwoliłam Lili się pożegnać z Luisem - najlepszym przyjacielem mojej klaczy. Po chwili zapięłam jej uwiąz i wyszłam ze stajni. Słyszałam Luisa i szłam przed siebie. Kabina do przewożenia koni mojego taty już była gotowa. Wprowadziłam Lili i poszłam do pokoju po rzeczy. Gdy już wychodziłam, ostatni raz spojrzałam się na swój pokój - tyle wspomnień i smutku... Gdy Samuel umarł, spędzałam tam wiele chwil... Przestań żyć przeszłością! Ponagliłam się w myślach i zamknęłam drzwi. Wyszłam przed dom i spakowaloam rzeczy na tylnie siedzenie naszego auta. Mama już wyszła, żeby się ze mną pożegnać.
- Och Amy. Będę za tobą tęsknić. Powodzenia w nowej stajni. I pamiętaj, jazda to nie wszystko.- powiedziała mama
- Będę pamiętać. Już za tobą tęsknie. Do zobaczenia!- powiedziałam i odeszłam. Wsiadłam do auta i ostatni raz spojrzałam na stajnie moich rodziców.
*********************************************************************************
Wreszcie dojechaliśmy!!! Spojrzałam na stadninę i ucieszyłam się.
- Do zobaczenia tato! - powiedziałam i wyprowadziłam Lili z kabiny, wzięłam swoje rzeczy i poszłam do stajni. Tata już pojechał.
- Echhhh - odetchnęłam
Poszłam do stajni zobaczyłam już gotowy dla Lili boks. Wprowadziłam ją i położyłam jej rzeczy i osprzęt do siodlarni. Wtedy do stajni weszła dziewczyna.
- Cześć, jestem Amy a ty? - zapytałam
- Jestem Rosalie- odpowiedziała z uśmiechem
- Ty jesteś córką właścicieli?- zapytałam
- Tak, skąd wiedziałaś?- Odparła
- Podobieństwo- powiedziałam- pokażesz mi mój pokój?
- Jasne
<Rosalie>
- Już wstaje.- powiedziałam. Dziś już ten dzień. Dzień, w którym zmieni się moje za życie. Nareszcie znajdę przyjaciół! Wstałam, ubrałam się, sprawdziłam czy wszystko mam (8 raz...) i zeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapkę, założyłam buty i w biegu poszłam do stajni.
- Cześć koniku. - powiedziałam i pogłaskałam ją po pysku. Była lśniąca . Wczoraj po jeździe wyczyściłam ją do błysku. Wziełam się za szczotki i kopystkę. Gdy skończyłam, pozwoliłam Lili się pożegnać z Luisem - najlepszym przyjacielem mojej klaczy. Po chwili zapięłam jej uwiąz i wyszłam ze stajni. Słyszałam Luisa i szłam przed siebie. Kabina do przewożenia koni mojego taty już była gotowa. Wprowadziłam Lili i poszłam do pokoju po rzeczy. Gdy już wychodziłam, ostatni raz spojrzałam się na swój pokój - tyle wspomnień i smutku... Gdy Samuel umarł, spędzałam tam wiele chwil... Przestań żyć przeszłością! Ponagliłam się w myślach i zamknęłam drzwi. Wyszłam przed dom i spakowaloam rzeczy na tylnie siedzenie naszego auta. Mama już wyszła, żeby się ze mną pożegnać.
- Och Amy. Będę za tobą tęsknić. Powodzenia w nowej stajni. I pamiętaj, jazda to nie wszystko.- powiedziała mama
- Będę pamiętać. Już za tobą tęsknie. Do zobaczenia!- powiedziałam i odeszłam. Wsiadłam do auta i ostatni raz spojrzałam na stajnie moich rodziców.
*********************************************************************************
Wreszcie dojechaliśmy!!! Spojrzałam na stadninę i ucieszyłam się.
- Do zobaczenia tato! - powiedziałam i wyprowadziłam Lili z kabiny, wzięłam swoje rzeczy i poszłam do stajni. Tata już pojechał.
- Echhhh - odetchnęłam
Poszłam do stajni zobaczyłam już gotowy dla Lili boks. Wprowadziłam ją i położyłam jej rzeczy i osprzęt do siodlarni. Wtedy do stajni weszła dziewczyna.
- Cześć, jestem Amy a ty? - zapytałam
- Jestem Rosalie- odpowiedziała z uśmiechem
- Ty jesteś córką właścicieli?- zapytałam
- Tak, skąd wiedziałaś?- Odparła
- Podobieństwo- powiedziałam- pokażesz mi mój pokój?
- Jasne
<Rosalie>
poniedziałek, 16 listopada 2015
Nieobecność
Witajcie kochani! Przepraszam was za moją nieobecność :( Wiecie zapewne, jak to jest gdy ma się bardzo dużo pracy :/ Ale obiecuję, że teraz już będę aktywna :)
niedziela, 8 listopada 2015
sobota, 7 listopada 2015
Od Olayi C.D. Rosalie
- Dzięki - odpowiedziałam również się uśmiechając. - Twój też jest ładny... i zdolny.
- Właściwie to koń mojej mamy - powiedziała Rosalie.
Skinęłam głową na znak, że rozumiem.
- Długo już jeździsz? - spytałam po chwili.
- 12 lat - odparła. - A ty?
- Jakieś 15 - powiedziałam.
Nadal rozmawiając, wyczyściłyśmy konie i odniosłyśmy sprzęt do siodlarni. Potem każda z nas poszła w swoją stronę. Ja udałam się do domku. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. 3 nieodebrane połączenia. Wszystkie od brata. Oddzwoniłam do niego i jednocześnie rozsuwając walizkę zaczęłam się rozpakowywać. Kiedy już wszystkie moje rzeczy były na swoim miejscu, przebrałam się w ciemnoszare spodnie dresowe i bluzę do kompletu oraz czarny t-shirt z żółtym logiem drużyny siatkarskiej, w której kiedyś trenowałam, na piersi i moim nazwiskiem i numerem 15 na plecach. Założyłam też buty do biegania i wyszłam na dwór.
Przebiegając w pobliżu stajni zobaczyłam z daleka Rosalie. Uśmiechnęłam się i pomachałam do dziewczyny.
<Rosalie? Brak pomysłu...>
Od Rosalie C.D. Olayi
Poskakałam trochę z Avatarem. Nie skakał od 3 dni i już zdążył zdurnieć. Czasami mu odwala. Na pierwszy rzut oka jest słodkim przytulasem, a na parcourze zachowuje się jak dureń. Odpuściłam sobie dalsze skoki. Pojechałam do stajni. Zdziwił mnie bardzo widok nieznajomej dziewczyny wychodzącej z prywatnej stajni. Wsiadła na karego andaluza. Wprowadziłam Avatar'a do boksu i rozsiodłałam rudzielca. Odniosłam sprzęt i zjadłam jabłko. Po chwili przybiegła do mnie mama.
-Rózia?- Zawołała jeszcze w korytarzu.
-Tu jestem.
-Posłuchaj, nie mam czasu dzisiaj wsiąść na Hazarda. Wzięła byś go na ujeżdżalnie?
-No dobra mogę go wziąć.-Westchnęłam.
-Dzięki skarbie.-Wyszła z siodlarni.
Zdjęłam z wieszaka siodło Siwka i poszłam go wyczyścić. Siwy zdziwił się, że to nie mama. No ale cóż. W życiu nie ma tak dobrze. otworzyłam boks Hazarda i weszłam do środka. W 5 minut wyczyściłam siwego i wzięłam się za siodłanie. W końcu wyprowadziłam "Hazardziątko"z boksu i wskoczyłam na jego grzbiet. Dopasowałam strzemiona i pojechałam na ujeżdżalnie. O dziwo nie zdziwił mnie widok dziewczyny na karym andaluzie. Rozprężyłam Hazia i pogalopowałam chwilę. Porobiliśmy kilka ćwiczeń i stwierdziłam, że już mu wystarczy. Kątem oka przez cały czas obserwowałam dziewczynę. W końcu ona także skończyła jazdę. Byłam pod wrażeniem jej i konia umiejętnościami. Byli bardzo zgraną parą. Udałyśmy się do stajni. Postanowiłam zagadać.
-Cześć jestem Rosalie a Ty?-Uśmiechnęłam się ciepło.
-Olayia.- Odwzajemniła uśmiech.
-Przyjechałaś dzisiaj?-Spytałam.
-Tak. Jestem tutaj nowa. A Ty?-Spojrzała na mnie.
-Ja jestem córką właścicieli.-Uśmiechnęłam się.- Śliczny koń.
<Olayia? Przepraszam, że tak długo :/>
-Rózia?- Zawołała jeszcze w korytarzu.
-Tu jestem.
-Posłuchaj, nie mam czasu dzisiaj wsiąść na Hazarda. Wzięła byś go na ujeżdżalnie?
-No dobra mogę go wziąć.-Westchnęłam.
-Dzięki skarbie.-Wyszła z siodlarni.
Zdjęłam z wieszaka siodło Siwka i poszłam go wyczyścić. Siwy zdziwił się, że to nie mama. No ale cóż. W życiu nie ma tak dobrze. otworzyłam boks Hazarda i weszłam do środka. W 5 minut wyczyściłam siwego i wzięłam się za siodłanie. W końcu wyprowadziłam "Hazardziątko"z boksu i wskoczyłam na jego grzbiet. Dopasowałam strzemiona i pojechałam na ujeżdżalnie. O dziwo nie zdziwił mnie widok dziewczyny na karym andaluzie. Rozprężyłam Hazia i pogalopowałam chwilę. Porobiliśmy kilka ćwiczeń i stwierdziłam, że już mu wystarczy. Kątem oka przez cały czas obserwowałam dziewczynę. W końcu ona także skończyła jazdę. Byłam pod wrażeniem jej i konia umiejętnościami. Byli bardzo zgraną parą. Udałyśmy się do stajni. Postanowiłam zagadać.
-Cześć jestem Rosalie a Ty?-Uśmiechnęłam się ciepło.
-Olayia.- Odwzajemniła uśmiech.
-Przyjechałaś dzisiaj?-Spytałam.
-Tak. Jestem tutaj nowa. A Ty?-Spojrzała na mnie.
-Ja jestem córką właścicieli.-Uśmiechnęłam się.- Śliczny koń.
<Olayia? Przepraszam, że tak długo :/>
środa, 4 listopada 2015
Od Olayi
Dokładnie o siódmej pięćdziesiąt jeden zaczęłam uparcie walić w drzwi do sypialni mojego brata.
- Sean! - wrzasnęłam, nadal uderzając pięścią w drzwi.
W odpowiedzi usłyszałam jedynie niewyraźne 'wal się'. Na chwilę przestałam dobijać się do drzwi, aby po kilkudziesięciu sekundach rozpocząć tą czynność od nowa, tym razem ze zdwojoną siłą. Wreszcie drzwi do pokoju otworzyły się i stanął w nich zaspany Sean.
- Która godzina? - spytał zaspany.
- Ósma - odparłam. - Za pięć.
Sean mruknął coś pod nosem i zamknął drzwi. Westchnęłam i wróciłam do swojego pokoju, by po raz kolejny sprawdzić czy na pewno wszystko spakowałam. Po przejrzeniu zawartości wszystkich szafek, półek itp., po raz trzeci dzisiaj, stwierdziłam, że wszystko co chciałam ze sobą zabrać było już w walizce. Wróciłam pod drzwi pokoju brata.
- Sean! Za dziesięć minut wyjeżdżam! - krzyknęłam. - Jeśli mam cię gdziekolwiek podrzucić to musisz się pospieszyć.
Poszłam do stajni, żeby pożegnać się z rodzicami. Mama pomogła mi wprowadzić mojego konia do przyczepy. Gdy wszystko było już gotowe do drogi, wróciłam do domu po kluczyki do samochodu.
- Ja prowadzę - oznajmił Sean, zgarniając z kuchennego blatu kluczyki.
- Nie ma mowy! - zaprotestowałam natychmiast, próbując odebrać bratu kluczyki.
Po kilku nieudanych próbach westchnęłam ostentacyjnie i udając "focha" udałam się do auta.
***
Zatrzymałam samochód przed budynkiem stajni. Wysiadłam i po chwili zobaczyłam zbliżającą się w moją stronę kobietę. Przedstawiła się jako właścicielka stadniny, Charlotte Clark. Zaproponowała, bym odprowadziła Night'a do stajni, a potem przyszła do biura po klucze od domku. Pani Clark wytłumaczyła mi również gdzie znajdę stajnię, akademik i jej gabinet. Wyprowadziłam Night'a z przyczepy i zaprowadziłam ogiera do stajni.
- Zaraz do ciebie wrócę - powiedziałam głaszcząc andaluza po szyi. Wyszłam ze stajni i skierowałam się do gabinetu państwa Clark, gdzie otrzymałam klucz do domku w akademiku. Zaniosłam do domku swoją walizkę, a sprzęt jeździecki do siodlarni i wróciłam do stajni. Podeszłam do boksu mojego konia. Pomyślałam, że fajnie byłoby trochę pozwiedzać, więc wróciłam się do siodlarni po szczotki i ogłowie Night'a. Kiedy ogier był już gotowy do jazdy wyprowadziłam go ze stajni, wskoczyłam na jego grzbiet i stępem ruszyłam przed siebie.
<Ktoś?>
- Sean! - wrzasnęłam, nadal uderzając pięścią w drzwi.
W odpowiedzi usłyszałam jedynie niewyraźne 'wal się'. Na chwilę przestałam dobijać się do drzwi, aby po kilkudziesięciu sekundach rozpocząć tą czynność od nowa, tym razem ze zdwojoną siłą. Wreszcie drzwi do pokoju otworzyły się i stanął w nich zaspany Sean.
- Która godzina? - spytał zaspany.
- Ósma - odparłam. - Za pięć.
Sean mruknął coś pod nosem i zamknął drzwi. Westchnęłam i wróciłam do swojego pokoju, by po raz kolejny sprawdzić czy na pewno wszystko spakowałam. Po przejrzeniu zawartości wszystkich szafek, półek itp., po raz trzeci dzisiaj, stwierdziłam, że wszystko co chciałam ze sobą zabrać było już w walizce. Wróciłam pod drzwi pokoju brata.
- Sean! Za dziesięć minut wyjeżdżam! - krzyknęłam. - Jeśli mam cię gdziekolwiek podrzucić to musisz się pospieszyć.
Poszłam do stajni, żeby pożegnać się z rodzicami. Mama pomogła mi wprowadzić mojego konia do przyczepy. Gdy wszystko było już gotowe do drogi, wróciłam do domu po kluczyki do samochodu.
- Ja prowadzę - oznajmił Sean, zgarniając z kuchennego blatu kluczyki.
- Nie ma mowy! - zaprotestowałam natychmiast, próbując odebrać bratu kluczyki.
Po kilku nieudanych próbach westchnęłam ostentacyjnie i udając "focha" udałam się do auta.
***
Zatrzymałam samochód przed budynkiem stajni. Wysiadłam i po chwili zobaczyłam zbliżającą się w moją stronę kobietę. Przedstawiła się jako właścicielka stadniny, Charlotte Clark. Zaproponowała, bym odprowadziła Night'a do stajni, a potem przyszła do biura po klucze od domku. Pani Clark wytłumaczyła mi również gdzie znajdę stajnię, akademik i jej gabinet. Wyprowadziłam Night'a z przyczepy i zaprowadziłam ogiera do stajni.
- Zaraz do ciebie wrócę - powiedziałam głaszcząc andaluza po szyi. Wyszłam ze stajni i skierowałam się do gabinetu państwa Clark, gdzie otrzymałam klucz do domku w akademiku. Zaniosłam do domku swoją walizkę, a sprzęt jeździecki do siodlarni i wróciłam do stajni. Podeszłam do boksu mojego konia. Pomyślałam, że fajnie byłoby trochę pozwiedzać, więc wróciłam się do siodlarni po szczotki i ogłowie Night'a. Kiedy ogier był już gotowy do jazdy wyprowadziłam go ze stajni, wskoczyłam na jego grzbiet i stępem ruszyłam przed siebie.
<Ktoś?>
wtorek, 3 listopada 2015
Od Jennifer
Nie ma to jak wrócić do domu! W końcu wróciłam! Tak bardzo się cieszę, że w końcu zobaczę się z Noami! Wróciłam dopiero teraz. A jest koło 23. Stwierdziłam, że nie mam siły dalej siedzieć na fejsie. Poszłam wziąć prysznic i położyłam się.
***
Wstałam koło 7. Ubrałam krótkie spodenki i koszulkę. Związałam włosy w kucyk i zrobiłam makijaż. Zjadłam płatki i wyszłam z domu. Wzięłam deskę i pojechałam na niej do stadniny. Z daleka zobaczyłam Rosalie. Pomachałam do niej a ona do mnie podbiegła.
-Jinny!-Dziewczyna podbiegła do mnie i przytuliła mnie.
-Hej Rózia!- Uśmiechnęła się ciepło do dziewczyny.- Jest Jason?
-Oczywiście, że jest!- Rózia odwzajemniła uśmiech.- Ostatnio go widziałam w siodlarni. Pastował siodło Lady.
-Okey to zaraz go znajdę.- Uśmiechnęłam się perliście.- Pa kochana!
-Pa Jinny!- Dziewczyna poszła w stronę pastwisk.
Wzięłam deskę pod pachę i ruszyłam do stajni. Po drodze spotkałam mamę Jay'a.
-Jinny! Cześć skarbie! I jak było w Stanach?- Przytuliła mnie ciepło.
-Super! Dziękuję. Na prawdę cudownie!- Oswobodziłam się z uścisku.- Wie pani gdzie jest Jason?
-Jest w siodlarni kochanie.
-Okey, dziękuję!-Podziękowałam i poszłam do siodlarni.
Stanęłam w progu i spojrzałam na umięśnionego chłopaka siedzącego z siodłem. Podeszłam po cichu i przytuliłam go.
-Jennifer!- Przytulił mnie zaskoczony.
-Cześć Jason.-Wtuliłam się w niego.
-Tęskniłem za Tobą.-Pocałował mnie.
Odwzajemniłam pocałunek.
-Ja za Tobą też Jay.
-I jak było w Stanach? Opowiadaj!- Wziął mnie za ręce.
-Było po prostu cudownie! Szkoda, że ze mną nie pojechałeś.
-Ja tez żałuję, ale wiesz jak to jest. Tata kupił kolejne konie i trzeba się nimi zająć.
-Przecież wiem!-Uśmiechnęłam się.- To co może się przejedziemy?
-Z Tobą zawsze!- Pocałował mnie w czoło.
<Jason?>
poniedziałek, 2 listopada 2015
niedziela, 1 listopada 2015
Od Diany C.D. Dominic'a
- Miło z Twojej strony. - uśmiechnęłam się nieśmiało. Snow zrobiła kilka kroków i trąciła pyskiem karą klacz, na której siedział nowo poznany chłopak. Koń prychnął i zarzucił łbem.
- Spokojnie, spokojnie...- wyszeptał Dominic głaskając karą szyję klaczy. Snow wycofała się zdziwiona i pogrzebała kopytem w ziemi.
- Dobrze, ja już będę jechać. Konie się niecierpliwią. - powiedziałam.
- Mhm, w porządku. Do później. - rzucił chłopak i pośpieszył wierzchowca. Stałam jeszcze chwilkę patrząc się za odjeżdżającym jeźdźcem, aż w końcu Snow trąciła pyskiem moją nogę. Działo się to tylko w momentach, w których już naprawdę nie mogła wytrzymać w jednym miejscu. Poklepałam ją po szyi i wbiłam łydki w jej boki. Koń zareagował od razu rzucając się do przodu. Na jakiś czas zapomniałam o wszystkim oddając się wspaniałemu cwałowi po leśnej ścieżce. Wiatr targał końską grzywą. W oddali widać było powalone drzewo. Pochyliłam się w siodle i pozwoliłam wierzchowcowi na podjęcie decyzji. Klacz zastrzygła uszami i nakierowała się na środek pnia. Przeleciałyśmy nad przeszkodą nawet tego nie czując. Szczęśliwa przytuliłam się do szyi Snow i zawróciłam ją tym razem obchodząc kłodę. Na dzisiaj wystarczy. Spokojnym kłusem wróciłyśmy do stadniny. Będąc już na miejscu zsunęłam się z grzbietu i zaprowadziłam konia do stajni. Przechodząc obok jednego z boksów zauważyłam w nim Dominic'a z jego klaczą.
- Witaj ponownie...- zaśmiałam się cicho i pociągnęłam za wodze Snow, która została w tyle i zajęła się leżącą nieopodal kępką siana.
<Dominic?>
- Spokojnie, spokojnie...- wyszeptał Dominic głaskając karą szyję klaczy. Snow wycofała się zdziwiona i pogrzebała kopytem w ziemi.
- Dobrze, ja już będę jechać. Konie się niecierpliwią. - powiedziałam.
- Mhm, w porządku. Do później. - rzucił chłopak i pośpieszył wierzchowca. Stałam jeszcze chwilkę patrząc się za odjeżdżającym jeźdźcem, aż w końcu Snow trąciła pyskiem moją nogę. Działo się to tylko w momentach, w których już naprawdę nie mogła wytrzymać w jednym miejscu. Poklepałam ją po szyi i wbiłam łydki w jej boki. Koń zareagował od razu rzucając się do przodu. Na jakiś czas zapomniałam o wszystkim oddając się wspaniałemu cwałowi po leśnej ścieżce. Wiatr targał końską grzywą. W oddali widać było powalone drzewo. Pochyliłam się w siodle i pozwoliłam wierzchowcowi na podjęcie decyzji. Klacz zastrzygła uszami i nakierowała się na środek pnia. Przeleciałyśmy nad przeszkodą nawet tego nie czując. Szczęśliwa przytuliłam się do szyi Snow i zawróciłam ją tym razem obchodząc kłodę. Na dzisiaj wystarczy. Spokojnym kłusem wróciłyśmy do stadniny. Będąc już na miejscu zsunęłam się z grzbietu i zaprowadziłam konia do stajni. Przechodząc obok jednego z boksów zauważyłam w nim Dominic'a z jego klaczą.
- Witaj ponownie...- zaśmiałam się cicho i pociągnęłam za wodze Snow, która została w tyle i zajęła się leżącą nieopodal kępką siana.
<Dominic?>
Od Dominic'a C.D. Diany
- Dominik! Wstawaj matole! - Oberwałem jakimś przedmiotem po głowie. - Dziś jedziesz bawić się z konikami. - Jason zaśmiał się podle. Pajac.
- Nic nie wiesz o jeździectwie! Sam jedziesz się tam uczyć!. - wyrzuciłem mu w twarz.
- Ty podła gadzino! Konie się po prostu mnie boją. To nie moja wina. - oburzył się blondyn.
Bez słowa wstałem i zacząłem się szykować. Wziąłem pierwsze lepsze ciuchy i wcisnąłem je do torby. Wyciągnąłem z szafy (dokładnie ze sterty ciuchów leżących na podłodze, krześle, parapecie i biurku) jakieś spodnie i biały T-shirt. Nie wiem co robiłem wczoraj, ale głowa mnie boli i to konkretnie. W ustach mam Saharę.
***
- Shadow uspokój się d chole*y! To tylko ja. - złapałem konia lekko za grzywę. - Cichutko, nic się nie dzieje. Teraz Cię osiodłam i pojedziemy na krótką przejażdżkę. - pogłaskałem ją po łbie i spojrzałem jej w oczy. - Dawno się nie widzieliśmy...- Czemu ja gadam do konia?! Dobra zaczynam zachowywać się coraz dziwniej..Jak Jason.
Brakowało mi tego. Tak strasznie mi tego brakowało. Kocham jazdę. Musze przyznać, że jest tu pięknie. Cicho i tak..tak zielono. Znowu, znowu zachowuję się dziwnie. Zauważyłem jakąś postać jadącą w tym samym kierunku przede mną. Zwolniłem. Wolna jazda to coś nie dla mnie, ale i tak nie jest najgorzej. Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało. Odwzajemniłem uśmiech. Z pod toczka wystawały jej niebieskie włosy. Była cholernie blada. Dobra Dominic to nie będzie takie złe. Musisz być miły i..
- Jesteś tu nowy? - spytała cicho.
- Tak. Jestem Dominic. - tylko nie palnij nic głupiego, dopiero ją poznałeś...
- Diana...też jestem tu nowa. - powiedziała cicho.
- Diana? Bardzo ładne imię..- znałem kiedyś pewną Dianę, była taka idealna. Szkoda, że jeż serce nie wytrzymało. Muszę jej zanieść kiedyś kwiatki na grób..
<Diano? Brak weny+brak czasu= kompletna beznadzieja>
Od Rosalie Do Jaeson'a
Wstałam koło 6. Ubrałam się i ogarnęłam swoja szajbę. Mama czekała
już ze śniadaniem.
-Cześć kochanie!-Przywitała się widząc, że schodzę po schodach.
-Cześć mamuś.-Usiadłam przy blacie.
-Wyspałaś się?-Spytała odgarniając blond włosy z czoła.
-Generalnie to tak.-Sięgnęłam po gruszkę.
-Rózia zjedz najpierw kanapki.
-Ale gruszka ma dużo mniej kalorii!-Zaprotestowałam.Miałam ostatnio obsesje na ich punkcie.-
Rózia co Ty wygadujesz! Czy Ty już doszczętnie zdurniałaś z tym liczeniem kalorii-Fuknęła na mnie.
-Dobra nie chce mi się już z Tobą kłócić. Gdzie jest Jay i tata?-Spytałam biorąc łyka kawy.
-Jason pomaga Patrickowi z końmi a tata ma trening z Gienkiem.-Mama spojrzała na mnie.
-A Ty będziesz dzisiaj jeździć?-Spytałam.
-Chciałam wziąć Ciarę na przejażdżkę za 20 minut. A czemu pytasz?
-Tak jakoś.A mogę jechać z Tobą?-W końcu wzięłam gryz kanapki.
-Pewnie, że możesz.-Mama uśmiechnęła się pogodnie.
-To idę już po Avatar'a!-Wstałam szybko.
-A nie możesz pojechać na Lady?
-Ale dlaczego? Przecież to koń Jay'a!
-Ale Jason ma dzisiaj dużo pracy. Potem sobie poskaczesz.
-No dobra. A nie wiesz czy już ją wyprowadzili?
-Chyba nie. Dobra zmykaj już!-Rzuciła mi jabłko.Wyszłam z domu i poszłam do stajni. Wzięłam sprzęt Lady z siodlarni i pomaszerowałam do jej boksu. Klacz wyjrzała z boksu i zarżała cicho.
-Cześć Lady.-Powiesiłam sprzęt na pałąk i weszłam do boksu z szczotkami.
Wyczyściłam i osiodłałam siwą. Mama czekała już przed stajnią więc założyłam toczek i wyprowadziłam klacz. Wskoczyłam szybko w siodło i popędziłam Lady. Oczywiście od razu ruszyła ochoczo do przodu. Wyjechałyśmy na ścieżkę i ruszyłyśmy kłusem.
***
Gdy wyjechałyśmy z lasu zobaczyłam samochód. Spojrzałam pytająco na mamę.
-Zapomniałam Ci powiedzieć. Dzisiaj przyjeżdża nowy chłopak.-Uśmiechnęła się i przytrzymała Ciarę która rwała do przodu.
-To fajnie A ile ma lat? Ma własnego konia?.-Uśmiechnęłam się.
-Sama się dowiedz. A teraz weź proszę Ciarę i ją rozsiodłaj.-Zsiadła z konia i podała mi wodze.
Podjechałam pod stajnie i poprosiłam Josie by przytrzymała Lady. Rozsiodłałam krnąbrną Ciarę i odebrałam od Josie wodzę Lady. Weszłam do stajni i zobaczyłam wysokiego chłopaka rozmawiającego z moim tatą. Z boksu za nimi wystawiła głowę Danearys. "Skąd ona się wzięła w prywatnej stajni?"-Pomyślałam. Uśmiechnęłam się i podeszłam do nich. Tata przedstawił mnie nowemu.
-To jest moja córka Rosalie.
-Cześć, jestem Jaeson.-Przywitał się uśmiechając się.
-Cześć.-Odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
Rozsiodłałam Lady i odniosłam jej sprzęt. Usiadłam na szafce gdy wszedł Jaeson.<Jaeson?>
-Cześć kochanie!-Przywitała się widząc, że schodzę po schodach.
-Cześć mamuś.-Usiadłam przy blacie.
-Wyspałaś się?-Spytała odgarniając blond włosy z czoła.
-Generalnie to tak.-Sięgnęłam po gruszkę.
-Rózia zjedz najpierw kanapki.
-Ale gruszka ma dużo mniej kalorii!-Zaprotestowałam.Miałam ostatnio obsesje na ich punkcie.-
Rózia co Ty wygadujesz! Czy Ty już doszczętnie zdurniałaś z tym liczeniem kalorii-Fuknęła na mnie.
-Dobra nie chce mi się już z Tobą kłócić. Gdzie jest Jay i tata?-Spytałam biorąc łyka kawy.
-Jason pomaga Patrickowi z końmi a tata ma trening z Gienkiem.-Mama spojrzała na mnie.
-A Ty będziesz dzisiaj jeździć?-Spytałam.
-Chciałam wziąć Ciarę na przejażdżkę za 20 minut. A czemu pytasz?
-Tak jakoś.A mogę jechać z Tobą?-W końcu wzięłam gryz kanapki.
-Pewnie, że możesz.-Mama uśmiechnęła się pogodnie.
-To idę już po Avatar'a!-Wstałam szybko.
-A nie możesz pojechać na Lady?
-Ale dlaczego? Przecież to koń Jay'a!
-Ale Jason ma dzisiaj dużo pracy. Potem sobie poskaczesz.
-No dobra. A nie wiesz czy już ją wyprowadzili?
-Chyba nie. Dobra zmykaj już!-Rzuciła mi jabłko.Wyszłam z domu i poszłam do stajni. Wzięłam sprzęt Lady z siodlarni i pomaszerowałam do jej boksu. Klacz wyjrzała z boksu i zarżała cicho.
-Cześć Lady.-Powiesiłam sprzęt na pałąk i weszłam do boksu z szczotkami.
Wyczyściłam i osiodłałam siwą. Mama czekała już przed stajnią więc założyłam toczek i wyprowadziłam klacz. Wskoczyłam szybko w siodło i popędziłam Lady. Oczywiście od razu ruszyła ochoczo do przodu. Wyjechałyśmy na ścieżkę i ruszyłyśmy kłusem.
***
Gdy wyjechałyśmy z lasu zobaczyłam samochód. Spojrzałam pytająco na mamę.
-Zapomniałam Ci powiedzieć. Dzisiaj przyjeżdża nowy chłopak.-Uśmiechnęła się i przytrzymała Ciarę która rwała do przodu.
-To fajnie A ile ma lat? Ma własnego konia?.-Uśmiechnęłam się.
-Sama się dowiedz. A teraz weź proszę Ciarę i ją rozsiodłaj.-Zsiadła z konia i podała mi wodze.
Podjechałam pod stajnie i poprosiłam Josie by przytrzymała Lady. Rozsiodłałam krnąbrną Ciarę i odebrałam od Josie wodzę Lady. Weszłam do stajni i zobaczyłam wysokiego chłopaka rozmawiającego z moim tatą. Z boksu za nimi wystawiła głowę Danearys. "Skąd ona się wzięła w prywatnej stajni?"-Pomyślałam. Uśmiechnęłam się i podeszłam do nich. Tata przedstawił mnie nowemu.
-To jest moja córka Rosalie.
-Cześć, jestem Jaeson.-Przywitał się uśmiechając się.
-Cześć.-Odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
Rozsiodłałam Lady i odniosłam jej sprzęt. Usiadłam na szafce gdy wszedł Jaeson.<Jaeson?>
sobota, 31 października 2015
piątek, 30 października 2015
Od Diany
- Diana, wstawaj! Dzisiaj wyjeżdżasz, zapomniałaś?!
Podniosłam zaspane powieki i usiadłam na łóżku. Sobota. Upragniona sobota, która miała całkowicie zmienić moje dotychczasowe życie. W drzwiach pojawiła się moja matka, to znaczy...Alice. Nigdy nie mogłam przyzwyczaić się do tego, że jednak nie jest moją siostrą, że wraz z babcią ukrywały to wszystko, kłamały mi prosto w twarz. Bo tak łatwiej.
- Wstałam. - mruknęłam podchodząc do krzesła, na którym wisiały przygotowane wieczorem ubrania.
- To dobrze. Bądź gotowa za godzinę.
Kiwnęłam głową tym samym kończąc krótką wymianę zdań. Matka posłała mi smutne spojrzenie, ale nic nie powiedziała, tylko odwróciła się i zeszła na dół. Westchnęłam kryjąc twarz w dłoniach. Same narobiły problemów, które teraz spadły na moje barki. Jedyną pociechą było to, że od dzisiaj z tym kończę. To dla mnie jedyna szansa.
***
Równo o 11:00 nasz samochód zatoczył się na parking stadniny. Otworzyłam drzwi i ruszyłam ku przyczepie. Snow zarżała cicho widząc mnie. Uśmiechnęłam się i odwiązałam klacz, po czym wyprowadziłam ją z przyczepy. Koń rozejrzał się zaciekawiony prychając.
- Tutaj masz swoją walizkę. - matka wygramoliła się z samochodu i przytaszczyła bagaż pod moje nogi. Snow cofnęła się wystraszona. Jakoś nie lubiła jej towarzystwa.
- Jestem ci jeszcze do czegoś potrzebna, coś mam podpisać? Jeśli nie, to już będę się zbierać. Umówiłam się z Kevinem, a on nie może czekać. - powiedziała spoglądając na zegarek.
- Jedź. - wyszeptałam mocniej chwytając uwiąz. - Przecież Kevin nie przeżyje bez ciebie kilku godzin.
- Nie pyskuj! - zganiła mnie wracając do samochodu. - Będę dzwonić. Trzymaj się.
Przez kolejne 5 minut stałam sama wpatrując się w drogę, którym odjechała moja rodzicielka. W końcu zniecierpliwiona klacz trąciła pyskiem moją dłoń. Uśmiechnęłam się lekko i chwyciłam za walizkę oraz torbę ze wszystkimi rzeczami Snow. Po chwili byłam już przy stajni. Przywitała mnie miła, na oko dwa lata młodsza brunetka.
- Diana, prawda? Jestem Rosalie, miło mi cię poznać. Słyszałam, że do nas przyjedziesz. Boks dla twojej klaczy jest już gotowy, chodź za mną, - uśmiechnęła się wchodząc do stajni. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam za nią. Rose pokazała mi pusty boks przeznaczony dla Snow. Podziękowałam i wprowadziłam do niego klacz.
- Siodlarnia jest tam po lewej. - wskazała drewniane drzwi. - Możesz położyć tam wszystkie swoje rzeczy. A tutaj masz klucze do swojego domku. Gdybyś czegoś potrzebowała, to pewnie będę się gdzieś tutaj kręcić. - wręczyła mi klucze i pożegnała się. Podziękowałam i zaniosłam wszystkie rzeczy Snow do wskazanej siodlarni, po czym poszłam wprowadzić się do domku. W godzinę wypakowałam się i powróciłam do klaczy, która zdążyła już się zadomowić. Nie wyglądała ani na zmęczoną, ani na zestresowaną. Postanowiłam więc wyjechać z nią na przejażdżkę, od razu trochę poznać tereny. Szybko ją osiodłałam i wyjechałam na pierwszą znalezioną ścieżkę. Drzewa otaczały ją z dwóch stron, co stwarzało piękny, spokojny klimat. Snow rozglądała się zaciekawiona biegnąc kłusem. Nagle usłyszałam tętent kopyt dobiegający z oddali. W końcu zauważyłam biegnącego w moją stronę, karego konia, którego dosiadał jakiś chłopak. Klacz zatrzymała się i zastrzygła uszami. Jeździec zauważył mnie i zwolnił pędzącego wierzchowca. Uśmiechnęłam się nieśmiało w jego stronę czekając na jego reakcję.
<Dominic?>
niedziela, 25 października 2015
sobota, 24 października 2015
środa, 21 października 2015
Witam wszystkich!
Witam wszystkich na moim pierwszym blogu! ^^ Mam nadzieję, że się wam spodoba i w krótce do nas dołączycie! ;3
Subskrybuj:
Posty (Atom)