piątek, 30 października 2015

Od Diany


- Diana, wstawaj! Dzisiaj wyjeżdżasz, zapomniałaś?! 
Podniosłam zaspane powieki i usiadłam na łóżku. Sobota. Upragniona sobota, która miała całkowicie zmienić moje dotychczasowe życie. W drzwiach pojawiła się moja matka, to znaczy...Alice. Nigdy nie mogłam przyzwyczaić się do tego, że jednak nie jest moją siostrą, że wraz z babcią ukrywały to wszystko, kłamały mi prosto w twarz. Bo tak łatwiej.
- Wstałam. - mruknęłam podchodząc do krzesła, na którym wisiały przygotowane wieczorem ubrania. 
- To dobrze. Bądź gotowa za godzinę. 
Kiwnęłam głową tym samym kończąc krótką wymianę zdań. Matka posłała mi smutne spojrzenie, ale nic nie powiedziała, tylko odwróciła się i zeszła na dół. Westchnęłam kryjąc twarz w dłoniach. Same narobiły problemów, które teraz spadły na moje barki. Jedyną pociechą było to, że od dzisiaj z tym kończę. To dla mnie jedyna szansa. 
***
Równo o 11:00 nasz samochód zatoczył się na parking stadniny. Otworzyłam drzwi i ruszyłam ku przyczepie. Snow zarżała cicho widząc mnie. Uśmiechnęłam się i odwiązałam klacz, po czym wyprowadziłam ją z przyczepy. Koń rozejrzał się zaciekawiony prychając. 
- Tutaj masz swoją walizkę. - matka wygramoliła się z samochodu i przytaszczyła bagaż pod moje nogi. Snow cofnęła się wystraszona. Jakoś nie lubiła jej towarzystwa.
- Jestem ci jeszcze do czegoś potrzebna, coś mam podpisać? Jeśli nie, to już będę się zbierać. Umówiłam się z Kevinem, a on nie może czekać. - powiedziała spoglądając na zegarek.
- Jedź. - wyszeptałam mocniej chwytając uwiąz. - Przecież Kevin nie przeżyje bez ciebie kilku godzin.
- Nie pyskuj! - zganiła mnie wracając do samochodu. - Będę dzwonić. Trzymaj się.
Przez kolejne 5 minut stałam sama wpatrując się w drogę, którym odjechała moja rodzicielka. W końcu zniecierpliwiona klacz trąciła pyskiem moją dłoń. Uśmiechnęłam się lekko i chwyciłam za walizkę oraz torbę ze wszystkimi rzeczami Snow. Po chwili byłam już przy stajni. Przywitała mnie miła, na oko dwa lata młodsza brunetka. 
- Diana, prawda? Jestem Rosalie, miło mi cię poznać. Słyszałam, że do nas przyjedziesz. Boks dla twojej klaczy jest już gotowy, chodź za mną, - uśmiechnęła się wchodząc do stajni. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam za nią. Rose pokazała mi pusty boks przeznaczony dla Snow. Podziękowałam i wprowadziłam do niego klacz.
- Siodlarnia jest tam po lewej. - wskazała drewniane drzwi. - Możesz położyć tam wszystkie swoje rzeczy. A tutaj masz klucze do swojego domku. Gdybyś czegoś potrzebowała, to pewnie będę się gdzieś tutaj kręcić. - wręczyła mi klucze i pożegnała się. Podziękowałam i zaniosłam wszystkie rzeczy Snow do wskazanej siodlarni, po czym poszłam wprowadzić się do domku. W godzinę wypakowałam się i powróciłam do klaczy, która zdążyła już się zadomowić. Nie wyglądała ani na zmęczoną, ani na zestresowaną. Postanowiłam więc wyjechać z nią na przejażdżkę, od razu trochę poznać tereny. Szybko ją osiodłałam i wyjechałam na pierwszą znalezioną ścieżkę. Drzewa otaczały ją z dwóch stron, co stwarzało piękny, spokojny klimat. Snow rozglądała się zaciekawiona biegnąc kłusem. Nagle usłyszałam tętent kopyt dobiegający z oddali. W końcu zauważyłam biegnącego w moją stronę, karego konia, którego dosiadał jakiś chłopak. Klacz zatrzymała się i zastrzygła uszami. Jeździec zauważył mnie i zwolnił pędzącego wierzchowca. Uśmiechnęłam się nieśmiało w jego stronę czekając na jego reakcję.

<Dominic?>

środa, 21 października 2015

Witam wszystkich!

Witam wszystkich na moim pierwszym blogu! ^^ Mam nadzieję, że się wam spodoba i w krótce do nas dołączycie! ;3